| 2010.07.14 Wystarczyłaby jedna kwarta |
Wystarczyłaby jedna kwarta
Pierwszy półfinał PLFA I 2010 był najbardziej jednostronnym spotkaniem na tym szczeblu rozgrywek w historii PLFA. Skazywane na porażkę Pomorze Seahawks przyjechało do Wrocławia po odbiór wyroku, który The Crew wykonało w pierwszej kwarcie meczu. W pozostałych trzech widzom pozostało tylko czekać na końcowy gwizdek i pocieszać się perspektywą bardziej wyrównanego finału.
Obie drużyny grały ze sobą zaledwie na sześć dni przed półfinałem, w Gdańsku, w ramach ostatniej kolejki sezonu zasadniczego. Górą byli wtedy wrocławianie, którzy wygrali 32:2. Po meczu gracze i trenerzy Seahawks zapowiadali poprawę i zaskoczenie The Crew kilkoma nowymi zagraniami w ataku. Przyjeżdżali przecież do Wrocławia, gdzie rok temu, jako jedyny zespół pokonali The Crew. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło...
Połączenie dusz
Mecz rzeczywiście rozpoczął się od zaskakującego zagrania, ale nie autorstwa gości. To gospodarze wykopując pierwszą w meczu piłkę zdecydowali się na onside-kick i wykorzystując zdezorientowanie rywali, wywalczyli posiadanie futbolówki. Ich pierwsza seria zakończyła się puntem, ale ostrzeżeniem mogła być ich trzecia próba, w której rozgrywający Mark Philmore posłał prawie dobre podanie w pole punktowe do Telley'a Chelley'a. Po krótkiej akcji powrotnej Seahawks rozpoczynali swój atak z 20. jarda własnej połowy. W trzech próbach nie udało im się przejść przez obronę The Crew, wzmocnioną przed tym meczem kolejnym graczem z USA: defensywnym liniowym Coreyem Jordanem, bratem Desmonda, gwiazdy PLFA II.
Po puncie Jastrzębi i akcji powrotnej Chelley'a, Załoga rozpoczęła pierwszy udany marsz w pole punktowe rywali. Krokiem nieco szybszym niż wojskowy marsz 30-jardów przebiegł Mark Philmore, a kolejne 15 dołożył Jakub Płaczek. Na 20. jardzie drużyny z Gdańska, gospodarzom nie przeszkodziła już nawet kara pięciu jardów za falstart ofensywy, Philmore i Chelley znów popisali się swoją firmową akcją. Pierwszy czekał aż drugi wyprzedzi obrońcę i posłał do niego idealną piłkę w pole punktowe. Efekt? Pierwsze przyłożenie meczu po akcji duetu, który już po debiutanckim wspólnym meczu mówił, że jest między nimi połączenie dusz – takie bezpośrednie, wiodące wprost do... strefy punktowej.
Biegnij Kuba/Przemek, biegnij!
Goście nie odpowiedzieli na ten cios niczym szczególnym. Gdy już decydowali się na podania znów mieli problemy z tym, na co trener Cetnerowski narzekał po ich wygranym 19:0 meczu ze Steelers: z łapaniem piłki. Ten brak koncentracji, a może po prostu pech Gawła Pilachowskiego w trzeciej próbie zmusił gości do kolejnego puntu. W meczach z The Crew to zawsze ryzykowne, bo w akcjach powrotnych bryluje przecież Mark Philmore. Nie inaczej było tym razem: Amerykanin zdobył w sumie 40 jardów, a jego zespół rozpoczynał swoją serię ofensywną w połowie boiska. I znów zaczęło się maszerowanie: tym razem jednego gracza. Jakub Płaczek w pięciu akcjach biegowych poprowadził swój zespół po kolejne przyłożenie. Było więc już 14:0, a trwała nadal pierwsza kwarta.
Po wykopie Załogi nastąpił touchback i grę rozpoczęli Seahawks. Tym razem w znacznie lepszym stylu: po pięknej akcji Sebastiana Krzysztofka przesunęli się z 20. jarda własnej połowy aż do 20. jarda połowy rywali. Tutaj szczęście już ich jednak opuściło. Rozgrywający Maciej Siemaszko, naciskany przez obrońców Załogi posłał mało przekonywująco podanie w kierunku swoich skrzydłowych, które przejął obrońca gospodarzy, Przemysław Cudak. Były gracz Devils Wrocław nie poprzestał jednak na samym złapaniu. Popisując się imponującą szybkością i korzystając z dobrych bloków kolegów przeprowadził jedną z najpiękniejszych i najintensywniejszych akcji powrotnych tego sezonu. Zdobył przyłożenie, po którym – ze zmęczenia i radości – długo nie podnosił się z murawy. Na tablicy wyników było już 21:0, na termometrach niezmiennie ponad 30 stopni, a na zegarkach sędziów nadal końca nie dobiegła pierwsza kwarta.
Niespodzianki nie będzie
Seahawks zostali postawieni pod ścianą, a wtedy w PLFA wiele klubów decyduje się zazwyczaj na położenie większego nacisku na grę podaniami. Tak samo było z Maciejem Siemaszko i jego kolegami z ofensywy, co jednak już po dwóch akcjach okazało się złą decyzją. Drugie podanie quarterbacka Pomorza, który również ze względu na swój wzrost nie widział wiele, gdy zbliżali się do niego rośli liniowy The Crew, znów poszybowało w miejsce na boisko, gdzie nie było jego skrzydłowych. Futbolówkę przejęli, więc ponownie defensorzy The Crew, a akcja powrotna jednego z nich zakończyła się równo w połowie boiska.
Stamtąd, jak się okazało, od kolejnego przyłożenia gospodarzy dzieliły już tylko dwie próby. Najpierw do 27. jarda połowy gości dobiegł Jakub Płaczek, a chwilę później, po uniknięciu kilku atakujących go obrońców, piękne podanie na lewą stronę do Łukasza Sutkowskiego posłał Mark Philmore. Młody receiver, już w polu punktowym, najpierw patrzył jak piłka przelatuje nad obrońcą gości, by chwilę później złapać ją tuż przy ziemi. Kolejne przyłożenie i ozdobne zakończenie pierwszej kwarty tego spotkania, po której wszyscy na stadionie byli już chyba przekonani, że w tym meczu niespodzianki nie będzie...
Druga, czyli spokojniejsza
Obrona The Crew nie miała zamiaru pozwolić na rozprężenie w swoich szeregach. Dowodem na to była długa seria zagrań, w których ofensywa Pomorza została cofnięta w sumie (przez kary i jedno powalenie rozgrywającego) na własny jedenasty jard. Tam pomógł im jednak faul osobisty The Crew (za który przysługuje automatyczna pierwsza próba), przesuwający Seahawks na 37. jard ich strony boiska. Kilka następujących po tym biegów Daniela Kokoszki (w sumie ok. 20 jardów zdobytych) i dojście do 40. jarda połowy gospodarzy, to było jednak wszystko, co goście zdobyli w tej kwarcie. Z drugiej strony, ich obrona nie pozwoliła The Crew na zaliczenie żadnych punktów, co – w porównaniu z pierwszymi 12 minutami meczu – trzeba uznać za osiągnięcie. Przed końcem pierwszej połowy gospodarze próbowali jeszcze zmienić ten stan rzeczy akcją, która przyniosła im powodzenie przed tygodniem w Gdańsku: Chelley i Philmore zamienili się pozycjami, ale próba nie udała się.
W przerwie okazało się natomiast, że program wprowadzania futbolu do szkół gimnazjalnych i liceów kierowany przez The Crew przynosi też efekty poza-sportowe. M.in. dzięki niemu na trybunach można było podczas tego półfinału spotkać młodych fanów wymalowanych w barwy The Crew. "Wymalowanych" nie znaczy jednak tylko napisu 'The Crew' na policzku. Jeden z kibiców miał na sobie, wymalowaną farbami na ciele, koszulkę The Crew z numerem 42. - Traktujemy zbudowanie mocnej bazy kibiców bardzo poważnie – powiedział mi kilka tygodni temu Lowell Hussey, właściciel Załogi. Jak widać, nie kłamał.
O honor
Druga część meczu rozpoczęła się od popisu fullbacka Łukasza Omelańczuka: gracz The Crew zdobył w dwóch akcjach biegowych aż 45 jardów. Po doliczeniu do tego dwóch dobrych biegów Jakuba Płaczka, gospodarze potrzebowali już tylko kilku jardów, by zdobyć kolejne sześć punktów. Mimo pięciojardowej kary i dwóch nieudanych prób podania Philmore'a do Chelley'a (w drugiej receiver złapał futbolówkę już poza linią boczną pola punktowego), The Crew tej okazji nie zaprzepaściło. Serię ofensywną wykończył Jakub Płaczek, który po zderzeniu z obrońcą wskoczył w pole punktowe Seahawks. Na tablicy 34:0, a więc wynik już gorszy dla Seahawks niż przed tygodniem.
Trzecia kwarta była też tą, w której Pomorze było najbliższe zdobycia honorowych punktów. Nieudany onside-kick Załogi sprawił, że goście mogli zaczynać swój atak aż na 30. jardzie rywali. Dobre biegi Pawła Połomskiego przesunęły ich o kolejne 10 jardów do przodu. Stamtąd Maciej Siemaszko rzucił swoje najlepsze tego dnia podanie. Zagrał na prawo do wybiegającego Krzysztofka, który uciekł obrońcom i – wydawało się – złapał piłkę w polu punktowym. Zanim running back zdążył jednak zrobić z nią dwa kroki, futbolówka wypadła mu z rąk a wraz z nią nadzieje Seahawks na punkty. Nie rozpoczął się też wielki powrót gości, nie podniosło się ich morale. Pokazały to dobitnie trzy kolejne, nieudane akcje (w czwartej, Siemaszko naciskany przez obrońców musiał po prostu wyrzucić piłkę poza boisko...), po których futbolówka przeszła w posiadanie The Crew. Kilka chwil później skończyła się też przedostatnia kwarta meczu.
Daleka droga do domu
W czwartej kwarcie meczu, w którym od ponad półtorej godziny spiker stadionowy przypominał, że Załoga „jest już na 100% w finale, który odbędzie się we Wrocławiu – zapraszamy!” miał w tym momencie już niewiele wspólnego z półfinałem jakichkolwiek rozgrywek. Atmosferę trudno też określić piknikową, bo i na to było zbyt gorąco. Było po prostu męcząco i boleśnie jednostronnie. Najbardziej zresztą odczuwali to zapewne sami gracze Seahawks, którzy niewiele mogli zrobić, by ten stan rzeczy zmienić. Nie poddali się, ale między kolejnymi akcjami coraz częściej spuszczali głowy, wyczekując końca spotkania...
Załoga, tymczasem, skupiała się na akcjach biegowych – czas upływał w ten sposób szybciej. Po jednej z nich, 20-jardowej próbie Jakuba Płaczka, The Crew zaczynało z 25. jarda przed polem punktowym Seahawks. Na indywidualną akcję zdecydował się stamtąd Mark Philmore, który zdobył kolejne przyłożenie, ale akcja została cofnięta za wcześniejszy faul. Załogi to nie zraziło. Będąc na 15. jardzie przed polem punktowym wrocławianie postanowili nawet nieco poeksperymentować: na pozycję rozgrywającego wszedł Telley Chelley, a jego skrzydłowym na kilka akcji został... Aki Jones. Amerykański obrońca, znacznie wyższy i większy od pilnującego go gracza Seahawks, dwukrotnie był bardzo bliski złapania piłki, ale ta w obu przypadkach przelatywała mu niemal przez ręce. Kibice doceniali tę, trochę humorystyczną roszadę taktyczną. Innych ona po prostu zastanawiała. - Czemu grałem jako skrzydłowy? Czy naprawdę nikt nie widział naszego meczu z Bielawa Owls? Miałem tam dwa przyłożenia po takich akcjach, więc nadaję się na skrzydłowego! - żartował po meczu Jones.
Żarty skończyły się już jedną akcję później, gdy na murawę powrócił Mark Philmore. Rozgrywający The Crew już w pierwszej próbie wbiegnięcia w pole punktowe rywali osiągnął swój cel bez większych kłopotów. Kolejne przyłożenie, dodatkowo, zdobyte tak po deprymującej serii ataków, na pewno nie poprawiło i tak już złych humorów, w których Seahawks mieli później wracać do domu – a to przecież naprawdę daleka droga...
Amerykańskie pretensje
Ostatnia ofensywna seria zepchniętych pod własne pole punktowe Seahawks zakończyła się puntem poza linię boczną, który – jak tłumaczył widowni spiker stadionowy – miał uchronić ich przed, zawsze groźną, akcją powrotną Marka Philmore'a. I może rzeczywiście miałoby to sens, gdyby tylko futbolówka nie poszybowała po tym wykopie na zaledwie... 20. jard połowy gości. Stamtąd Załoga, z pomocą zupełnie niepotrzebnego faulu Seahawks – kolejnego dowodu na brak koncentracji i rezygnację w szeregach gości - przedostała się pod samo pole punktowe rywali. Już w pierwszej próbie Igor Kowal dynamicznym biegiem zdobył ostatnie przyłożenie meczu.
Spotkanie, które przeszło do historii ze wszystkich powodów, które nie powinny charakteryzować spotkań fazy pucharowej: było najbardziej jednostronnym półfinałem w historii PLFA (najwyższe zwycięstwo, po raz pierwszy 0 punktów zdobytych przez jeden z zespołów). Do kogo trzeba mieć o to pretensje? Maciej Cetnerowski wini za to politykę transferową wrocławskiego klubu i ogólnie, zauważalne w tym roku zjawisko sprowadzania graczy na kilka spotkań, np. tuż przed play-off. To samo zauważa Mike Tirrel, drugi trener Seahawks: - Jedni mają takie gwiazdy jak Philmore, inni nie. To rodzi pewną niesprawiedliwość, takiego meczu nie można później wygrać. Podobne narzekania dało się też słyszeć w rozmowach graczy Pomorza.
The Crew w ewentualne dyskusje na ten temat wda się zapewne dopiero po finale PLFA, do którego awansowało zresztą drugi raz z rzędu (jako pierwszy klub w historii rozgrywek). Teraz wrocławianie, którzy jako pierwsi złamali też klątwę miasta finałowego (dotąd żaden klub z miasta, w którym miał odbyć się finał, nie był w stanie przejść zwycięsko półfinału) skupią się na przygotowaniach do meczu o mistrzostwo. Czy muszą coś jeszcze poprawiać? - Nie jestem zadowolony z dzisiejszego występu. Chcemy perfekcji, do tego dążymy. Gracze Devils, którzy byli na dzisiejszym spotkaniu, powinni patrzeć na murawę i nie poznać nas w porównaniu z derbami Wrocławia. Dziś tak nie było, ale szansę dostaniemy jeszcze 24 lipca. Mamy zamiar ją wykorzystać – twierdził Aki Jones. Czy tak będzie, przekonamy się już za dwa tygodnie we Wrocławiu, na tym samym obiekcie (stadion Oławka, ul. Na Niskich Łąkach), na którym The Crew odprawiło Pomorze Seahawks. Czy Niskie Łąki ponownie okażą się dla Załogi szczęśliwymi?
Adrian Fulneczek
Biuro Prasowe PLFA
a.fulneczek@plfa.pl
|
 |
|
Rewanżu!
Z Jakubem Głogowski, rzecznikiem prasowym The Crew Wrocław, rozmawia Adrian Fulneczek.
|
| |
|
|
Jesteś zadowolony?
Jak najbardziej! Mecz, tak naprawdę, po pierwszej kwarcie mógł się już skończyć. Zdecydowanie wygraliśmy tamtą część gry, a potem już kontrolowaliśmy wynik i później raczej ćwiczyliśmy zagrywki, które przydadzą nam się w finale.
Po tym meczu, sprzed tygodnia, spodziewałeś się, że dzisiaj będzie aż tak łatwo?
Myślałem, że Seahawks jednak znajdą jakieś zagrywki, którymi będą chcieli nas zaskoczyć. Znajdą nasze słabsze punkty i tam uderzą. Jednak tego nie zrobili i wygraliśmy jeszcze wyżej.
W finale chcielibyście się spotkać z...
Z Devils, ponieważ chcielibyśmy się zrewanżować jak najszybciej za porażkę z sezonu zasadniczego.
|
|
 |
|
Zastanówmy się, dokąd zmierza ta liga
Z Maciejem Cetnerowskim, trenerem Pomorze Seahawks, rozmawia Adrian Fulneczek. |
| |
|
|
Przed tygodniem mówiłeś, że w półfinale spróbujecie uszczelnić obronę i poprawić skuteczność ataku. Dzisiaj to się nie udało. Czemu?
To proste, oni są po prostu od nas lepsi. Wiadomo, że The Crew będzie mówiło, że Jakub Płaczek wybiegał tyle, czy tyle jardów i to prawda, że mieliśmy problemy z powstrzymaniem jego biegów, ale to też oczywiste, że jeśli masz naprzeciw siebie takich graczy jak Philmore na rozegraniu i Chelley na skrzydle, to musisz skupić pewną część swojej defensywy na to, co później otwiera bieg. Philmore'a trzeba zresztą kryć dodatkowo, bo może nie tylko rzucić, ale też pobiec.
To problemy w obronie, a w Waszym ataku?
Nie potrafiliśmy nic dzisiaj sklecić. Również, dlatego, że w Załodze grał dzisiaj jeszcze jeden Amerykanin, który przyjechał w ostatniej chwili. Dziwi mnie to, bo nic im tam nie brakowało, The Crew miało bardzo dobrą defensywną linię – niedawno pozyskało przecież jeszcze Bartosza Kalejtę z Husarii. Nasz rozgrywający miał przez to rzeczywiście bardzo mało czasu i niewiele mógł zrobić.
Porażka kończy Wasz sezon. Udany?
Ugraliśmy tyle, ile mogliśmy. Nie ma się co załamywać: w tym roku w PLFA jest walka korespondencyjna między Wrocławiem a Wrocławiem, na to kto więcej ściągnie. Jeśli Lowell Hussey i Artur Guzik chcą się w to bawić, to proszę bardzo, ale włodarze ligi powinni się zastanowić, co w tej sytuacji zrobić i w jakim kierunku ta liga ma iść. Dwu-drużynowej ligi przecież nie będzie, a inne zespoły już zaczynają mówić o tym, że mają dosyć takiego marnotrawienia zasobów ludzkich: bo po co ci ludzie mają w takiej sytuacji trenować?
'Takiej sytuacji'?
Chodzi mi o to, że The Crew miało dzisiaj 32 graczy, z tego 27 Polaków. Kiedyś wychodzili na murawę grubym składem 40 osobowym - więc powinni w swoich szeregach zastanowić się, czemu tak jest. Devils tłumaczą się z kolei, że sprowadzili Amerykanów, bo nie mieli na te pozycje Polaków, czyli znowu coś jest nie tak. Ale nie jestem o to zły: niektórzy po prostu chcą tak robić. Ja tylko mówię, że coś jest nie tak.
|
| |
I |
II |
III |
IV |
|
The Crew Wrocław |
28 |
0 |
7 |
14 |
|
Pomorze Seahawks |
0 |
0 |
0 |
0 |
|
I kwarta
7:0 przyłożenie Telley’a Chelley po 25-jardowej akcji po podaniu Marka Philmore’a (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
14:0 przyłożenie Jakuba Płaczka po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
21:0 przyłożenie Przemysława Cudaka po 80-jardowej akcji powrotnej po przechwycie (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
28:0 przyłożenie Łukasza Sutkowskiego po 26-jardowej akcji po podaniu Marka Philmore’a (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
III kwarta
35:0 przyłożenie Jakuba Płaczka po 8-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
IV kwarta
42:0 przyłożenie Marka Philmore’a po 12-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
49:0 przyłożenie Igora Kowala po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
|
back
|
| previous |
2010.07.09 PLFA - weekly game recaps |
Eagles take final postseason spot to set up first-round playoff game against undefeated Devils while Crew win convincingly in preview of other semifinal.
|
| more |
2010.06.30 PLFA - weekly game recaps |
Jordan scores record seven touchdowns as five weekend PLFA II games produce no surprises; Lowlanders, Spartans, Owls, Mustangs and Fireballs all improve playoff position while Torpedy drop to 0-3.
|
| more |
|
|