News Poland

2010-08-26
PLFA - weekly game recaps
Mustangs grab final playoff spot, Lowlanders denied undefeated season by Spartans, and Torpedy win but come up short of playoffs.
more 

2010-08-19
PLFA - weekly game recaps
Knights odd men out as West division playoff race is settled, Owls finish on top with undefeated season, Sheird return fuels Fireballs victory, and Czerwone Byki will play at home to start the playoffs.
more 

2010-08-11
PLFA - weekly game recaps
Spartans just hold on to beat Scyzory and clinch playoff home game, Lowlanders wrap up East division title, and Torpedy win makes it a three-way dance for the final spot.
more 

2010-08-06
PLFA - weekly game recaps
Owls win West division title, Knights victory over
Czerwone Byki leaves other two playoff spots up in the air, and Lions get first victory.
more 

2010-07-26
Devils win Polish Bowl V
The Wrocław Crew and the Wrocław Devils warmed up for Polish Bowl V. The skies cleared at just the right moment, however, for the Devils to complete their undefeated season. They finished off their first championship with a 26-21 victory, in a game that was every bit as thrilling as the derby the two teams had played a month prior.
more 

2010-07-22
PLFA - weekly game recaps
Czerwone Byki take Poznań derby and Lowlanders stay undefeated.
more 

2010-07-16
Polish Bowl V, July 25th, Wrocław
The 5th championship game of the Polish League of American Football will take place at 3:30 PM on July 24 in Wrocław. The game will be played between the Wrocław Devils and the Wrocław Crew.
more 

2010-07-15
PLFA - weekly game recaps
PLFA I title game to feature both Wrocław teams after semifinal blowouts, Owls roll with Jordan at QB, and Knights stay in playoff hunt.
more 

archiwe 

Quotation

"One of the great disappointments of a football game is that the cheerleaders never seem to get injured."
Author Unknown

2010.07.14 Jeden Landrum to za mało

Jeden Landrum to za mało

Według bukmacherów awans Devils Wrocław do finału PLFA I był rzeczą niemal pewną - kurs 1.06 miał nie pozostawiać Warsaw Eagles złudzeń. Orły jednak aż tak tanio piór sprzedać nie miały zamiaru. I może nawet pomogłyby wzbogacić się optymistom, którzy postawili na nich swoje pieniądze (ewentualny zysk byłby ponad 7-krotny), gdyby ich najostrzejszy tego dnia pazur, Tyrone Landrum, nie doznał pechowej kontuzji.

Spotkanie Devils i Eagles, podobnie jak dzień wcześniej The Crew - Seahawks, zostało rozegrane we Wrocławiu przy ponownie niehumanitarnie wysokiej temperaturze. Areną pojedynku, w którym goście z Warszawy chcieli, awansując do finału, zrewanżować się za porażkę 3:54 z sezonu zasadniczego, był Stadion Olimpijski. Obiekt, na którym jeszcze do niedawna Opera Wrocławska wystawiała superwidowisko „Turandot” nadal nosił na sobie znamiona spotkania z wyższą kulturą: szczególnie na murawie, która przypominała raczej pole kukurydzy po lądowaniu UFO, i trybunach, po raz pierwszy idealnie wysprzątanych na mecz futbolu amerykańskiego. Komfort godny półfinału.

Miłe złego początku
Na chwilę przed 14:30 z szatni zlokalizowanych pod miejscami kibiców dało się słyszeć głośne okrzyki „Devils! Devils! Devils!” (zapewne odpowiedź na pytanie „kto wygra mecz”). Gracze Diabłów byli tego dnia naprawdę mocno zmotywowani: meczowa agresja biła z ich oczu już podczas rozgrzewki – naprawdę nie mogli się doczekać początku spotkania. Eagles, inaczej: byli skoncentrowani, może trochę spięci, zdecydowanie cichsi. Po pierwszym wykopie spotkania i szybkim powaleniu przez nich jednego z najlepszych returnerów ligi, Daniela Delahoussaye'a, mogło się wydawać, że ich podejście wcale nie było gorszym.

 

 

fot. Piotr Wojnarowski

fot. Piotr Wojnarowski

Powstrzymanie już chwilę później biegu Adama Synacka, wybicie piłki szybującej w stronę Delahoussaye'a i pozostawienie Devils na 28. jardzie ich połowy z trzecią próbą i czterema jardami do przejścia, mogły zwiastować niespodziankę lub przynajmniej początek wyrównanego spotkania. Kolejne dwie akcje udowodniły jednak, że były to tylko miłe złego początki dla Eagles. W kolejnej akcji Krzysztof Wydrowski zaliczył celne podanie do Patrycjusza Pałaca, który przesunął ofensywę gospodarzy na 45. jard ich połowy. Do przejścia pozostawało Devils jeszcze 55 jardów i nikt nie spodziewał się, że pokonają oni ten dystans w zaledwie jednej próbie. Najbardziej zaskoczona była chyba sama defensywa Eagles, której czterej stojący w jednej strefie gracze zapomnieli o pilnowaniu najlepszego receivera rywali: Delahoussaye zaczaił się kilka metrów za ich plecami, a Wydrowski, po chwili potrzebnego zwlekania, rzucił do niego delikatne podanie nad głowami gości. Amerykanin bez kłopotów złapał futbolówkę i nie pozwolił już dogonić się rywalom. Szkolny błąd gości i sześć łatwo oddanych punktów.

Od „źle” do „gorzej”
Krzysztof Wis, który chwilę wcześniej nie zdobył dodatkowego punktu, przy wykopie wznawiającym grę zaliczył touchback - ofensywa Eagles startowała więc na 20. jardzie własnej połowy. Daniel Krawiec (po kontuzji Romana Iwańskiego, bezsprzecznie rozgrywający numer jeden warszawian) musiał czuć presję szybkiego nadrobienia strat, bo już w pierwszej akcji meczu zdecydował się na prawie 15-jardowe podanie. Wszystkich receiverów gości uprzedził w walce o nią Mott Gaymon - amerykański defensor gości przeprowadził też bardzo udaną akcję powrotną, pozwalając wypchnąć się za linię boczną dopiero na dziesiątym jardzie połowy gości. Podobnie jak w wielu podobnych sytuacjach w sezonie zasadniczym, sytuację już w pierwszej próbie, biegiem do samego rogu pola punktowego, wykończył Adam Synacek. Devils prowadzili już 12:0, ale co ciekawe, po raz drugi z rzędu nie udało im się podwyższyć po przyłożeniu (tym razem próbowali za dwa punkty).

 

 

fot. Piotr Wojnarowski

fot. Piotr Wojnarowski

Eagles postanowili skupić się na akcjach obliczonych na niewielki zysk jardowy, ale jednak zysk. Kilkukrotnie zadziałały screeny Krawca do Szymona Modzelewskiego, ale za każdym razem w trzeciej próbie brakowało tych kilku jardów i goście musieli odkopywać piłkę. Nie pomogła też indywidualna próba akcji biegowej rozgrywającego Eagles – zagranie, na które w ostatnim meczu sezonu zasadniczego często nabierały się Kozły Poznań (w barwach Devils o przecięcie tej szarży zadbał Walter Harazim).

Gdy natomiast wydawało się, że Orły poprawiły się w obronie, szczególnie tej przeciw podaniom (zatrzymanie dwóch podań Wydrowskiego, na 38. jardzie własnej połowy, gdy Devils musieli przejść zaledwie jard, to przekonywujący dowód), na cztery minuty przed końcem pierwszej kwarty, gospodarze zadali gościom kolejny cios: przyłożenie po akcji podaniowej. Ta zakończona sukcesem seria Diabłów rozpoczęła się na ich połowie, około 40. jarda. Ponad 10-jardowy bieg Adama Synacka, podanie na podobny dystans do Dawida Tarczyńskiego (często otrzymującego w tym meczu piłkę od rozgrywającego) i sześciojardowa akcja Tomasza Tarczyńskiego, szybko przeniosła Devils na 23. jard połowy Eagles. Stamtąd wystarczyło jedno podanie Wydrowskiego, który znów popisywał się wielkim opanowaniem i cierpliwością za swoją linią ofensywną, do niekrytego w środku Delahoussaye'a i było już 19:0 (tym razem kopnięcie za 1 punkt wreszcie udało się Tomaszowi Wisowi). Winą za to przyłożenie, wściekły Eddrick Gilmore obarczał swojego kolegę z warszawskiej defensywy Dominika Koniusza, który jego zdaniem powinien przypilnować receivera wrocławian. Ostatecznie nie pilnował go żaden z nich.

Zawsze może być gorzej
W tym momencie meczu, serie ofensywne Orłów zamiast zmniejszać straty, tylko utrudniały ich sytuację. Tak było w ostatnich trzech akcjach pierwszej kwarty, gdzie goście – zaczynający z własnego 30. jarda - najpierw popełnili falstart, później pozwolili wywrócić swojego quarterbacka 7 jardów za linią wznowienia, a na dokładkę skonstruowali tylko akcję z niecelnym, dalekim podaniem. To oznaczało konieczność puntu, a ten element gry z Danielem Delahoussayem w pobliżu, zawsze oznacza zagrożenie. Nie inaczej było tym razem: Amerykanin przebiegł z piłką 66 jardów i został powalony dopiero na 9. jardzie połowy Eagles przez... Tyrone'a Landruma. Podobnie jak wcześniej, Devils udowodnili, że nie marnują takich sytuacji. Znów wystarczyła im jedna akcja, tym razem podaniowa: Wydrowski zagrał nad rękami obrońców do rzucającego się za futbolówką Patrycjusza Pałaca i wynik zmienił się na 26:0. Samopoczucia gości nie poprawił fakt, że była to pierwsza akcja w drugiej kwarcie: po złej pierwszej, ta wcale nie zapowiadała się dla nich lepiej.

 

 

fot. Marcin Fijałkowski
www.maffoto.pl

fot. Marcin Fijałkowski
www.maffoto.pl

Stanu rzeczy nie zmieniła też ofensywa warszawian, która bezpośrednio po tym przyłożeniu, mimo zdobycia 15 jardów w czterech próbach, przez faul i 10 jardów kary, nie zaliczyła ani jednej pierwszej próby. A w związku z tym, że ta seria rozgrywała się na zaledwie ich 30. jardzie, to w czwartej próbie Eagles musieli zdecydować się na punt – dla bezpieczeństwa posłany w aut... ale tylko 17 jardów dalej. Pierwsza akcja Krzysztofa Wydrowskiego (który osłaniany przez własnych liniowych - przed podaniem znów mógł długo i spokojnie truchtać z piłką) 20-jardowe podanie do Dawida Tarczyńskiego, właściwie przesądziło o losie tej serii, rozpoczętej na 47. jardzie połowy gości. Dalej wystarczyła już kombinacja pięciojardowego biegu Adama Synacka, pierwszego złapanego podania Kamila Żółtanieckiego i kolejnego już w wykonaniu Patrycjusza Pałaca. Tak wypracowana pozycja na piątym jardzie przed polem punktowym dała szansę do kolejnego popisu Synackowi - bieg na lewą stronę czeskiej lokomotywy zakończył się kolejnym przyłożeniem gospodarzy i uczynił ten mecz nieprzyzwoicie nierównym. 40:0 już na pięć minut przed końcem drugiej kwarty półfinału PLFA I? Jeśli to szokujące dla obserwatora, to jak musieli czuć się gracze Iana Wilcocka?

Ale czasami bywa też lepiej
Na pewno nie groziło im rozluźnienie, które zaczęło wkradać się w szeregi trochę już świętujących Devils. Wręcz przeciwnie: Eagles zaczęli wreszcie przypominać drużynę, która nie miała zamiaru z uśmiechem znosić tej chłosty. Chcąc nie chcąc, musieli sięgnąć do swojej najgroźniejszej broni: gniewnego Tyrone'a Landruma, który, żeby jeszcze wydatniej prowadzić swój zespół... zmienił Daniela Krawca na pozycji rozgrywającego. Trochę zdezorientowani gospodarze najpierw pozwolili na 16-jardowy, świetny bieg Adama Nawrockiego, a popełniając w tej akcji face mask, oddali za darmo kolejne 15 jardów. Eagles przeskoczyli więc od razu na 30. jard połowy Devils. I wtedy rozpoczął się „The Tyrone Landrum Show”: Amerykanin jako rozgrywający zaczął zdobywać biegiem tak potrzebne swojemu zespołowi jardy. W dwóch próbach zanotował 20 jardów (zatrzymywali go dopiero inni gracze zza oceanu: Mott Gaymon i Charles Osgood) i przesunął Orły na 9 jard przed polem punktowym Diabłów.

W tym momencie Devils postanowili, że warto wybić przeciwnika z rytmu więc poprosili o time-out. Paradoksalnie, w najlepszym momencie meczu dla Eagles, wszystko mógł popsuć absurdalny przypadek: gdy Tyrone Landrum i inni gracze gości schodzili na te 60 sekund do linii bocznej, ktoś z ławki rezerwowych rzucił im butelkę wody. Nadlatującego przedmiotu nie zauważył nowy rozgrywający Orłów i trafiony nim, padł na murawę! Landrum długo nie podnosił się z trawy i pomogła dopiero interwencja lekarza zespołu – na szczęście dla zespołu przegrywającego, wrócił chwilę później do gry. W pierwszej akcji, co prawda oddał piłkę Kamilowi Krekorze, który zdobył dwa jardy, ale w kolejnej już sam zaatakował pole punktowe rywali. Zmylił pierwszych obrońców, udając, że poda, a później błyskawicznie ruszył przed siebie. Na drugim jardzie przed linią pola punktowe zatrzymał go (podobnie jak wcześniej Krekorę) dopiero dwojący się i trojący w tym meczu Gaymon. Za to w kolejnej próbie nikt nie był w stanie już nawet dotknąć Krekory, który zdobył pierwsze przyłożenie tego popołudnia dla Orłów. Po dobrym kopnięciu było to, co prawda nadal tylko 7 punktów obok 40 punktów Devils, ale mecz nareszcie ożył, co doceniali przede wszystkim (neutralni) widzowie.

Strata punktów pobudziła do działania też Devils i Krzysztofa Wydrowskiego, który już w pierwszej akcji mógł zgasić nowo-rozgorzałe światełko nadziei drużyny z Warszawy: jego podanie z 40. jarda połowy Eagles złapał na przyłożenie Daniel Delahoussaye, ale akcja została cofnięta za faul jednego z graczy gospodarzy. To była kluczowa decyzja dla tego spotkania. Po niej Orły zaczęły stawiać skuteczny opór rywalom. W trzeciej próbie na 44. jardzie Eagles, z 14 jardami do pokonania, odczuł to sam rozgrywający Diabłów, Krzysztof Wydrowski, którego nienajlepsze podanie przejął Szymon Pobudkiewicz. To dopiero trzeci przechwyt w tym sezonie quarterbacka gospodarzy. To zagranie pozwoliło Eagles na rozpoczęcie jeszcze jednej akcji. Do końca połowy pozostało pięć sekund, więc stojący na 41. jardzie własnej połowy Tyrone Landrume musiał zdecydować się na długie podanie. Okazało się, że robi to genialnie: po zmyleniu dwóch obrońców Amerykanin posłał dalekie, doskonałe dogranie, które – wydawało się - w polu punktowym musiał złapać Zbigniew Smyczyński. Musiał, ale nie złapał. W związku z faulem Devils przy tej akcji, Landrume dostał jeszcze jedną szansę, ale jego drugie podanie było już gorsze. Tym samym zakończyła się też pierwsza połowa, a gracze mogli wreszcie schować się przed tym iście piekielnym żarem...

 

 

fot. Marcin Fijałkowski
www.maffoto.pl

fot. Marcin Fijałkowski
www.maffoto.pl

...ale wszystko co dobre...
W związku z drobnymi niepowodzeniami pod koniec połowy, gromkie (i nieco ironiczne) „MVP! MVP! MVP!” ze strony kilku zasiadających na trybunach graczy The Crew zebrał schodzący do szatni Krzysztof Wydrowski. Zawodników Załogi, którzy obserwowali ten mecz jako zespół już pewny gry w finale, cieszyły zapewne też problemy, które Diabły miały już na samym początku drugiej połowy. Już w pierwszej akcji obronnej 15 jardów kary, a chwilę później najpierw dopuszczenie do 21-jardowego biegu Krekory (wykonanego w sytuacji, w której goście musieli przejść 20 jardów, by zdobyć pierwszą próbę) i faul osobisty odliczony z miejsca zakończenia akcji, który sprawił, że z własnego 27. jarda Eagles przeskoczyli nagle na 37. jard połowy Devils. Tam Landrum (nadal na pozycji quarterbacka) dołożył dziewięć jardów w kolejnej akcji biegowej po zamarkowaniu podania, a chwilę później zaryzykował 28-jardowe podanie do Gilmore'a, które prawie zakończyło się przyłożeniem. To ostatnie udało się już chwilę później, gdy na boisko wrócił Daniel Krawiec: tym razem w roli skrzydłowego. Landrum czekał na jego bieg od początku akcji, ale nie zorientowali się w tym obrońcy. Amerykanin po chwili posłał, więc podanie w pole punktowe, które Krawiec złapał po tym jak piłka odbiła się od stojącego przed nim obrońcy – przez chwilę wydawał się sam w to nie wierzyć, ale Eagles zdobyli właśnie drugie tego dnia przyłożenie (próba podwyższenia zakończyła się niepowodzeniem).

Po sukcesie ofensywy gości, na wysokości zadania stanęła też defensywa. Zaczęło się od touchbacku, po którym Krzysztof Wydrowski zdołał co prawda zdobyć jeszcze 13 jardów podaniem do Daniela Delahoussaye'a, ale kolejne trzy próby jego podań przerywały już Orły (dwukrotnie Jan Cenkier). Ich ławka rezerwowych szalała z radości jeszcze bardziej, gdy po puncie gospodarzy 30-jardową akcją powrotną popisał się Tyrone Landrum. Amerykanin przechytrzył zresztą graczy Devils, udając, że nie ma zamiaru dotykać piłki, po tym jak ta odbiła się od ziemi, a gdy ci odwrócili głowy, Landrum wystartował przed siebie.
Rozpoczęta w ten sposób seria ofensywna okazała się kluczową dla Eagles. Najpierw, ryzykując grę w czwartej próbie, po biegach Modzelewskiego, Nawrockiego i Landruma, goście (za sprawą tego ostatniego) przebili się minimalnie do 30. jarda połowy Devils. Tam jednak, będąc prawdopodobnie na drodze do kolejnego przyłożenia, zaczęli tracić kolejno wszystko. Najpierw, dwa faule cofnęły ich znów na połowę boiska , ale udało im się jeszcze – dzięki faulowi osobistemu wrocławian – wyjść z sytuacji drugiej próby i 30 jardów do zdobycia, ale w trakcie jednej z prób goście stracili swoją największą gwiazdę: Landrum doznał kontuzji kostki i w tym meczu już nie wystąpił. Później, gdy rozgrywającym został ponownie Daniel Krawiec, po złym podaniu już pierwsza próba Eagles na 35. jardzie gospodarzy zakończyła się przejęciem piłki przez Mateusza Jelenkowskiego, niespełna 20-letniego safety Devils. Najlepszy okres Orłów w tym spotkaniu dobiegł końca.

Dobrze się nie poddawać
Devils zapewne odetchnęli z ulgą. Do końca III kwarty pozostawały dwie minuty, a oni znów byli w posiadaniu piłki. Wystarczyło doczekać końca. Eagles nie mieli jednak zamiaru ułatwiać rywalom życia. Diabły zaczynały z 20. jarda własnej połowy, ale po dwóch faulach (jeden cofnął 34-jardową akcję po podaniu do Daniela Delahoussaye'a) zostały zepchnięte aż na piąty jard przed polem punktowym. Tam, w trzeciej próbie z 23 jardami do przejścia, Krzysztof Wydrowski znów rzucił piłkę wprost w ręce Szymona Pobudkiewicza, po którego przejęciu Eagles zaczynaliby grę o 25 jardów od kolejnego przyłożenia. Akcja została jednak cofnięta, za faul pass interference. W kolejnej próbie Orły, co prawda zatrzymały jeszcze Adama Synacka pięc jardów za linią wznowienia akcji, a chwilę później na ich szczęście sędziowie cofnęli 21-jardową akcję podaniową Dawida Tarczyńskiego, ale od tego momentu kolejne akcje Devils znów były dla gości nie-do-powstrzymania.

 

 

fot. Marcin Fijałkowski
www.maffoto.pl

fot. Marcin Fijałkowski
www.maffoto.pl

Następujące po sobie: 11-jardowy bieg Łukasza Kamińskiego, 14-jardowy Adama Synacka i znów prawie 25-jardowe podanie do Dawida Tarczyńskiego pomogły gospodarzom znaleźć się na 15 jardów przed polem punktowym gości. Tam formalności znów dopełnił czeski running back Diabłów. Trwała IV kwarta (trzecią 6:0 wygrali goście), a wynik wynosił już 47:13. O tym, że w tym momencie mecz jako rywalizacja skończył się już definitywnie najlepiej świadczył fakt, że do szatni udał się już rozgrywający Krzysztof Wydrowski. Gdy wrócił na murawę przebrany, swoją ofensywną serię po trzech akcjach (jednojardowy bieg, siedmiojardowa strata w biegu nr 2 i długie, nieudane podanie) puntem kończyli już Eagles. W swojej ostatniej ofensywnej serii tego dnia, na odrobinę eksperymentowania pozwolili sobie Devils: na pozycji quarterbacka zagrał Daniel Delahoussaye, który w trzech akcjach biegowych z tego niby-wildcata zdobył 30 jardów. Biegi były zresztą jedynym typem akcji, który gospodarze stosowali w końcówce tego meczu. Osiem takich prób, z których większość przeprowadzili Amerykanie, Delahoussaye i Charles Osgood, zakończył się ostatecznie przyłożeniem (zdobytym przez tego drugiego), ustalającym wynik końcowy na 54:13.

Kilka minut później Devils mogli już świętować pierwszy awans do finału PLFA w historii klubu. Zespół, który jeszcze rok temu musiał walczyć o utrzymanie w lidze w meczu barażowym, teraz wygrał półfinał rozgrywek różnicą 41 punktów. To postęp, nad którego osiągnięciem i sposobem w jaki to zrobiono będzie się zapewne po sezonie debatować wiele (patrz m.in. wypowiedzi trenera Macieja Cetnerowskiego po pierwszym półfinale). Diabły będą wtedy stawiane w jednym, „amerykańskim” szeregu z The Crew, zespołem, z którym przyjdzie im zagrać 24 lipca we Wrocławiu, o prymat w polskim futbolu amerykańskim. - Czy taka forma wystarczy nam na pokonanie Załogi? Są oczywiście pewne rzeczy, które musimy jeszcze poprawić i na tym upłyną nam te dwa tygodnie. Zrobimy, co w naszej mocy, żeby być jeszcze lepszymi - dyplomatycznie odpowiadał Daniel Delahoussaye. On i Devils wkraczają teraz na ostatnią prostą w sezonie; Eagles z kolei, z konieczności zjeżdżają do pit-stopu. Podobnie jak rok temu odpadają (po mniej dramatycznym meczu) w półfinale. Mimo że skazywani na pożarcie, zrobili co mogli, by podczas tej konsumpcji stanąć rywalom w gardle.

Adrian Fulneczek
Biuro Prasowe PLFA
a.fulneczek@plfa.pl

 


Zatrzymaj Landruma, a zatrzymasz Eagles
Z Mottem Gaymonem, linebackerem Devils Wrocław, rozmawia Adrian Fulneczek.

 

   

 

Jesteś zadowolony z tego jak zaprezentowaliście się w tym spotkaniu?
Ogólnie rzecz biorąc, tak. Nasza obrona musi, co prawda poprawić niektóre rzeczy, ale wierzę, że wszystko będzie działało jak w zegarku na finałowy mecz z The Crew. Poza tym, mam takie podejście, że zwycięstwo to zwycięstwo i wezmę je w ciemno.

Zaczęliście to spotkanie naprawdę dobrze, ale na początku drugiej połowy to Eagles zaczęli przejmować inicjatywę, z czego to wynikało?
Znaleźli po prostu dziury w naszym pancerzu. Zauważyli też, które z ich akcji przynoszą im przeciw nam zysk jardowy i zaczęli to konsekwentnie grać. Ale na tym właśnie polega futbol: to gra, w której trzeba szybko przystosowywać się do zmian u przeciwnika. My tak zrobiliśmy i ostatecznie byliśmy w stanie ich powstrzymać.

Wiem, że byłeś na ostatnim meczu sezonu zasadniczego Eagles. Obserwując ich grę, co lub kto najbardziej zwrócił Twoją uwagę?
Przede wszystkim zobaczyłem tego Amerykanina - Landruma. To naprawdę niesamowity atleta i bardzo dobry zawodnik – na nim, więc skupialiśmy się najbardziej. Miałem po tym meczu w Poznaniu takie wrażenie, że jeśli powstrzymamy jego, to powstrzymamy Eagles.

W finale będziecie musieli teraz zastopować znów The Crew – jakie są Twoje przewidywania na to spotkanie?
Wydaje mi się, że to będzie niesamowity mecz. To będzie bitwa, 60-minutowa walka o każdy jard. My musimy się po prostu na nią przygotować: mamy na to dwa tygodnie, które powinniśmy spędzić na siłowni i oglądając nagrania z ich spotkań. Na murawę musimy wyjść gotowi do gry.

 

 

Nasze głowy opadły
Z Tyronem Landrumem, running backiem Warsaw Eagles, rozmawia Adrian Fulneczek.

   

 

Jesteś rozczarowany przebiegiem spotkania?
Zdecydowanie tak. Po prostu nam dzisiaj nie szło, zagrywki nie układały się tak jakbyśmy tego chcieli. Później musieliśmy gonić wynik, a ja doznałem kontuzji, która sprawiła dodatkowo, że innym graczom Eagles też opadły głowy. To zła reakcja – powinniśmy wtedy próbować wygrać to spotkanie.

Wiesz może czemu zaczęliście ten mecz aż tak źle?
Nasz rozgrywający grał trochę nerwowo, ale to w ogólnym rozrachunku powinno pomagać. Niestety po tym jak rzucił swoje pierwsze interception jego głowa opadła. Nie udało nam się wtedy szybko podnieść i próbować ratować tego spotkania.

Później Ty zacząłeś grać jako rozgrywający: to było dla Ciebie coś nowego, czy ćwiczyliście ten wariant?
Grałem jako quarterback po raz pierwszy tutaj, ale od początku mojego przyjazdu mówiłem, że mogę wystąpić też na tej pozycji jeśli moja pomoc będzie tam potrzebna. Dlatego wskoczyłem na to miejsce i próbowałem robić to, co robię najlepiej. Niestety kontuzja kostki wykluczyła mnie z reszty spotkania.

W tym momencie kończy się dla Ciebie sezon: jak go oceniasz i czy zastanawiałeś się już nad zostaniem tutaj na kolejny rok?
Kiedy wspominam te mecze, to muszę powiedzieć, że naprawdę świetnie się tutaj bawiłem, bardzo dobrze rozumiałem się z tymi chłopakami. A czy zostanę? Po powrocie do domu mam jeszcze testy do UFL i CFL, więc wiele będzie zależało od tego, czy dostanę się do którejś z drużyn w tych ligach.



 
I
II
III
IV
W
Devils Wrocław
19
21
0
14
54
Warsaw Eagles
0
7
6
0
13

I kwarta
6:0 przyłożenie Daniela Delahoussaye’a po 55-jardowej akcji po podaniu Krzysztofa Wydrowskiego
12:0 przyłożenie Adama Synacka po 2-jardowej akcji biegowej
19:0 przyłożenie Daniela Delahoussaye’a po 23-jardowej akcji po podaniu Krzysztofa Wydrowskiego (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

II kwarta

26:0 przyłożenie Patrycjusza Pałaca po 9-jardowej akcji po podaniu Krzysztofa Wydrowskiego (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)
33:0 przyłożenie Adama Synacka po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)
40:0 przyłożenie Dawida Tarczyńskiego po 7-jardowej akcji po podaniu Krzysztofa Wydrowskiego (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)
40:7 przyłożenie Kamila Krekory po 3-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

III kwarta

40:13 przyłożenie Daniela Krawca po 26-jardowej akcji po podaniu Tyrone’a Landruma (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

IV kwarta

47:13 przyłożenie Adama Synacka po 16-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)
54:13 przyłożenie Charles’a Osgooda po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

 

back

previous

2010.07.09 PLFA - weekly game recaps
Eagles take final postseason spot to set up first-round playoff game against undefeated Devils while Crew win convincingly in preview of other semifinal.
more

2010.06.30 PLFA - weekly game recaps
Jordan scores record seven touchdowns as five weekend PLFA II games produce no surprises; Lowlanders, Spartans, Owls, Mustangs and Fireballs all improve playoff position while Torpedy drop to 0-3.
more

PLFA I table
Team M Z/P +/- pkt
1. Devils 7 7/0 254 14
2. The Crew 7 6/1 205 12
3. Seahawks 7 4/3 -14 8
4. Eagles 7 4/3 -40 8
5. Kozły 7 3/4 -48 6
6. Tigers 7 2/5 -134 4
7. Miners 7 1/6 -48 2
8. Steelers 7 1/6 -175 2

Full table and schedule


PLFA II - Western Group table
Team M Z/P +/- pkt
1. Owls 6 6/0 265 10
2. Czerwone Byki 6 4/2 49 8
3. Fireballs 6 4/2 -4 8
4. Knights 6 3/3 -42 6
5. Lions 6 1/5 -152 2
6. Warriors 6 0/6 -116 0
PLFA II - Eastern Group table
Team M Z/P +/- pkt
1. Lowlanders 6 5/1 144 10
2. Spartans 6 5/1 36 10
3. Mustangs 6 3/3 24 6
4. Torpedy 6 3/3 19 6
5. Scyzory 6 2/4 -53 4
6. Rocks 6 0/6 -170 0

Full tables and schedule


Start | Futbol Amerykanski | Futbol Flagowy | Drużyny | Media | Partnerzy | PZFA | Kontakt
Copyright © PZFA 2005